Politycy – posłowie coraz bardziej
ingerują w samorząd. Czyżby wiedzieli lepiej co potrzeba lokalnej
społeczności? Wzorem polityków-posłów, nasi lokalni
politycy-radni, wydaje się, również wiedzą lepiej od mieszkańców
co potrzeba tym drugim. Wprost powiedział to na 39 SRM radny Piotr
Papaja (PiS): „Radny musi ludziom wyjaśniać co jest dla nich
lepsze co jest gorsze a co jest bezsensowne”. Słowa te są tym
bardziej niebezpieczne jeśli dotyczą budżetu obywatelskiego.
Budżet obywatelski to najwyższy
stopień partycypacji społecznej, gdyż jest to współdecydowanie o
części wydatków z budżetu miasta. Mieszkańcy dobrze wiedzą na
co przeznaczyć środki z BO i nie potrzebują „doradców-radnych”,
którzy mają możliwość zgłaszania swoich wniosków do budżetu
miasta. Przykład radnego Papaji pokazuje, że zachłanność nie ma
granic. Może jako radny zgłaszać wnioski do budżetu miasta i
jeszcze dodatkowo chce decydować o przeznaczeniu pieniędzy z BO.
Radny T.Flodrowski: „Pozwolę sobie
nie zgodzić się z tym, że niedopuszczalne byłoby prowadzenie
dyskusji nawet polegającej na krytyce niektórych projektów. Umówmy
się, że na kilkadziesiąt zgłoszonych projektów są tam projekty
świetne, są projekty dobre ale są też projekty kiepskie. I to nie
chodzi o to, że one są kiepskie w tym względzie, że w ogóle są
to inwestycje niepotrzebne dla miasta, tylko po prostu te pieniądze
można by lepiej, efektywniej przeznaczyć. Każdy mieszkaniec może
brać udział w dyskusji, który projekt ma być realizowany. Radny
to też jest mieszkaniec.”
Oczywiście, każdy radny to też jest
mieszkaniec, jednak o zdecydowanie większych możliwościach wpływu
na rozdział środków finansowych miasta niż każdy inny
mieszkaniec. Krytykowanie przez radnego projektu mieszkańca jest
moim zdaniem niedopuszczalne. Radny ma zachęcać mieszkańców do
działania i angażowania się w życie miasta, a nie odwrotnie.
Jeżeli radny tego nie rozumie, to chyba nie nadaje się do pełnienia
funkcji społecznych. Radny nie ma załatwiać swoich „interesów”
i lobbować za nimi. Dyskusja o projektach – owszem, ale w
początkowej fazie procedury BO, o czym mówię już od 4 lat.
Jako trzeci głos w dyskusji o BO
zabrał radny M.Czempiel: „Ja się nie mogę zgodzić z panem
prezydentem, że radny nie jest mieszkańcem. Radny jest mieszkańcem,
prezydent jest mieszkańcem pewne prawa mamy. Tłumaczenie
mieszkańcom zawiłości pewnych prawnych jest jak najbardziej
zasadne. Co do agitacji w miejscach urn: budżet obywatelski to nie
są wybory to są konsultacje społeczne. Agitować można jak
najbardziej.”
Nie słyszałem, by prezydent Turzański
mówił, że radny nie jest mieszkańcem. Nie zgadzam się z radnym
Czempielem, że BO to konsultacje. Konsultacje na drabinie
partycypacji są szczebel niżej niż budżet obywatelski. Co innego
tłumaczyć mieszkańcowi zawiłości prawne, a co innego lobbować i
agitować za określonym projektem. Jeżeli robi to radny, jest to co
najmniej niewłaściwe. Wypowiedzi radnego Papaji, Flodrowskiego i
Czempiela w kontekście procedury BO są niebezpieczne dla idei BO.
Świadczy to o tym, że albo Panowie do końca nie rozumieją czym
jest budżet obywatelski, albo dążą do tego, by Rada Miasta miała
wpływ na wyniki wyborów w BO.
2017.07.11
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz