Na przykładzie Kozłowej Góry widać,
do czego doprowadza brak rzetelnych, dobrze przeprowadzonych
konsultacji z lokalną społecznością. Cały problem jest w tym, że
forsuje się pewne rozwiązania, a nie prowadzi dialogu. Pisząc
dialog, mam na myśli spotkania władz z mieszkańcami, na których
proponuje się pewne rozwiązania, jednocześnie wysłuchując, co
druga strona ma do powiedzenia. Nie będę się odnosił do
poprzedniego Prezydenta wierząc, że tym razem mamy do czynienia z
innym kierunkiem spojrzenia Władzy na Mieszkańców.
Nikt nie pytał mieszkańców, co sądzą
o zabudowie Winnej Góry, a od tego należało zacząć. Wprowadzenie
dyskusji w tak drażliwym temacie do Internetu, jak już widać,
wywołuje konflikt między mieszkańcami Kozłowej Góry, a
mieszkańcami innych dzielnic. „Widać, że na każdym kroku
pokazujecie jaki z Was zaścianek i wiocha” – wypowiedź
internauty skierowana do mieszkańców Kozłowej Góry. Czy władzy
chodziło o skonfliktowanie jednej dzielnicy z drugą? Mam nadzieję,
że jednak nie, bo zasada „dziel i rządź” nie jest dobrym
kierunkiem. Wiadomo, że inne spojrzenie na zabudowę będzie miał
mieszkaniec Kamienia, a inne mieszkaniec dzielnicy, z którą całe
życie jest związany.
Jeżeli Władza ma dobre argumenty, to
może przekona lokalną społeczność do swojej koncepcji. Siłowe
rozwiązania nie są tu wskazane. Ponieważ często poprzednio
powoływano się na Katowice, to i ja skorzystam z tego przykładu.
Jeżeli sprawa dotyczy konkretnej dzielnicy, to prezydent organizuje
konsultacje – spotkania z mieszkańcami – tej właśnie, a nie
wszystkich dzielnic. Nie pyta mieszkańców Piotrowic co sądzą o
zabudowie Szopienic. U nas pyta się wszystkich mieszkańców co
zrobić w Kozłowej Górze. Dlaczego? Łatwo zgadnąć.
I chciałbym jeszcze wyraźnie
podkreślić, że punktem spornym w tej dyskusji nie jest to czy
budować, ale gdzie budować.
2016.07.07
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz